poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Blogotok #3 + Social Bloger (part 1)

W sobotę w Kielcach odbyło się trzecie już spotkanie blogerów - Blogotok. Tym razem pod hasłem "Social Bloger" słuchaliśmy prelekcji o świecie social mediów i funkcjonowaniu w nim nas - blogerów. Prelekcje rozpoczęły się o 10 rano, zakończyły ok. 17, co oznaczało cały dzień spędzony na dokształcaniu się :) Poczułam się znowu jak na studiach i... Jak na studiach, po wykładzie, poszliśmy do knajpy ;) Ale od początku...




Backstage od Patryka Ptaka :) 
(są zalety bycia partnerką fotografa!)

Przed wystąpieniami zaproszonych gości spotkaliśmy się w "poczekalni". Miałam okazję powiedzieć do mikrofonu kilka słów o swoim blogu i mam nadzieję, że nie narobiłam sobie wstydu :D Zdecydowanie wolę być po tej drugiej stronie...



Fot. Edyta Woźniak


Pierwsze prelekcje prowadziły Kasia Ogórek z bloga Twoje DIY (dzięki Tobie już wiem, skąd się biorą te fajne, krótkie filmiki. Nie wiedziałam, że to ten słynny Vine...) i Kasia Nowakowska z Kuchni Bazylii (jesteś urocza i cieszę się, że w końcu Cię poznałam!). 


Prelekcje odbywały się w Kieleckim Parku Technologicznym. Tu akurat załapałam się dwa razy na ekranie ;) Opłaca się spamować Instagrama!


Kasia Ogórek i oficjalny fotograf Blogotoku, Patryk Ptak :)

Nadmienić należy, że po prelekcjach organizatorzy organizowali małe konkursy dla "dobrego słuchacza". Udało mi się wygrać książkę, bo wiedziałam, kiedy odbył się pierwszy Blogotok (kwiecień 2014) :D


Wygrana książka - wiedziała, do kogo trafić - dzień wcześniej marudziłam, że nie mam się w co ubrać na Blogotok :D


Kasia Nowakowska :)


Odbieram książeczkę - za zdjęcie dziękuję Patrykowi :)

Po tych dwóch prelekcjach nastąpiła krótka przerwa. Mogliśmy bliżej zapoznać się z innymi blogerami i pogadać z tymi, których znaliśmy z poprzednich edycji Blogotoku. A także - w końcu #fejmsięzgadza - zrobić sobie zdjęcia na ściance ;)


Fot. Małgorzata Niewiadomska
Od lewej: moja skromna osoba, Gosia z Igraszek Losu, urocza Ola z Nevermind Factory i Edyta z Schokoladehimmel.

Po przerwie wygłosili swoje prelekcje Szymon Słowik z Marketingu Mobilnego i Magda z My Pink Plum (tu też to powtórzę - kocham Twoje koty! :D).


Organizatorzy cały czas "spamowali" w social mediach ;)


Magda przygotowuje się do prezentacji :)

Po wystąpieniu Magdy nastąpiła dłuższa przerwa - a razem z nią poczęstunek. 



Fot. Patryk Ptak

Ostatnia część prelekcji to wystąpienia Konrada Kruczkowskiego z Halo Ziemia (szacun za pracę!), Mirosława Usidusa oraz Jakuba Prószyńskiego z Pijaru Koksu. 


Mirosław Usidus


Jakub Prószyński


W tej relacji nie wnikam w treść wystąpień - wpis byłby za długi... Zapraszam na kolejny Blogotok, zobaczycie, o czym mówię.


Moje ulubione identyfikatory :)

Po wystąpieniach pojechaliśmy na After Party do Irish Pub Shoemaker. Rozmowy i śmiech rozlegający się co chwila sprawiły, że ponownie na Blogotoku OCHRYPŁAM. 


W drodze na After...

A teraz kilka zdjęć ze ścianki i nie tylko:
(po nich nastąpi dalszy ciąg wpisu, uprzedzam lojalnie)



Mam zdjęcie z #jestęfotografę! :D


Cudowna Agata z Gruba i Szczęśliwa :*






Miało być groźnie...


Organizator nakarmił mnie paluszkami :)


Gdzie jest Karola?


Na Facebooku i Instagramie!






A żebyśmy się nie nudzili w sobotę rano i odetchnęli świeżym powietrzem po After Party - organizator Kuba Juszyński z Tym Razem zorganizował dla chętnych spacer historyczny po centrum Kielc. Byłam, było ekstra - jak zwykle, kiedy Kuba organizuje spacer (a organizuje je średnio co dwa tygodnie). 







Spacer zakończył się w sklepie Zielonej Budki :D


Mamy nawet instagramowy backstage sesji z kwiatkami ;)



Internety - w mojej ocenie - wygrał jednak Rafał Sobierajski, który na Instagramie umieścił zdjęcie mojego telefonu...




Reasumując - kolejna edycja Blogotoku okazała się być jak zwykle profesjonalna, inspirująca i najzwyczajniej w świecie - spędziłam cudowny weekend "Oppa Bloger Style". 



Tabliczki F jak Furyk i ptak jak Ptak dostaliśmy od organizatorów - dzięki <3


Wystraszona sarna, fot. Cyprian Grudzień


A jeśli ktoś myśli, że blogerzy połasili się na #darylosu - przekornie potwierdzam. Połasiliśmy się :D 



Właściwa fotorelacja, czyli zdjęcia oficjalne od Patryka Ptaka, już wkrótce... Stay tuned!


Wielkie dzięki dla organizatorów, sponsorów etc.!

czwartek, 23 kwietnia 2015

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich 2015 :)

Dzień święty trzeba święcić! Po raz 19 świętujemy ten dzień w Polsce. Skąd wzięła się ta data? To rocznica śmierci kilku znanych i cenionych pisarzy, takich jak Nabokov, Szekspir czy Cervantes. Pomysł narodził się całe lata temu w Hiszpanii (1930 r. - czyli niecały rok po narodzinach mojej Babci!) - w Katalonii jest świętem narodowym. Podobno kobiety dostają z tej okazji czerwone róże. Cóż, dziś widziałam jedynie żółte baloniki pod księgarnią Tak Czytam... Róże - u kwiaciarki na Rynku - ale żadnej nie dostałam :( ;) Po jakimś czasie panie za róże zaczęły odwdzięczać się panom książkami, pewnie dlatego, że mniej panów czyta (podobno). Pomysł super, cieszę się, że przyjął się na całym świecie. Jedynie w Wielkiej Brytanii i Irlandii świętują w marcu. Poza tym UNESCO co roku przyznaje tytuł Światowej Stolicy Książki jednemu z miast, które promuje czytelnictwo. W przyszłym roku ma to być Wrocław :) I tyle z teorii. A jak to wygląda w praktyce?

Źródło: jak wyżej ;) Zachęcali do udostępniania, to proszę!


Jak co roku - poszalałam. Odebrałam zamówienie z Empiku i dokupiłam dwa "gratisy". Jeden to prezent, więc go muszę skitrać, drugi to książka, na którą od dawna polowałam, a dziś dorwałam ją 30% taniej.



Zawartość paczki :)


Gratisy :D

Denerwuje mnie zwyczaj przyklejania naklejek ze zniżkami. Wiem, że są przydatne, ale przyklejanie ich na matowej części okładki - NISZCZY JĄ, do cholery! Krzywdzą tak książki w sieciówkach i boli mnie to niezmiernie. Jestem estetką i lubię mieć ładne, zadbane książki, a czasem się po prostu nie da, jak mi pierdzielną na okładkę taką naklejkę. Ech. Ale to nie o naklejki w końcu chodzi, choć musiałam się pożalić ;)



KOMPLET!!! :D Za rok kolejne dwa tomy pewnie :)


Dokupiłam do kolekcji :) 

Zbieram książki Martina w okładkach filmowych (w zasadzie powinnam napisać - serialowych), bo najzwyczajniej w świecie te podobają mi się o wiele bardziej niż stare. Aktualnie jestem od roku przy pierwszym tomie, ale seria wciąga! Serial też.


Spacerując do Empiku podglądałam ludzi. Mijali księgarnie bez słowa, z zerowym zainteresowaniem nawet balonikami zawieszonymi dookoła wejścia jednej z nich. Smutne to. Na mnie - idącą z paką pod ręką - patrzyli dziwnie. Niby się przyzwyczaiłam, że człowiek z paczką z książkami - bo w końcu widać, co niosę, dzięki banderoli - jest uznawany za dziwaka. W ogóle - człowiek z książkami. Tak jakby to było coś dziwnego! Brać przykład, ludzie, a nie marudzić! :)

Poza tym promocje niezbyt kusiły. Zniżka rzędu 5% to tyle co nic. I jeszcze wielki plakat na pół witryny, z napisem "23 KWIECIEŃ". Rozumiem, że zaczepiającej mnie Cygance ("Mogę się o coś zapytać?" - o wróżenie, standard) musiałam po raz kolejny wyjaśnić, że "SIĘ" to zaimek zwrotny i SIĘ może zapytać, i owszem, ale mnie NIE... Ale kurczę - taki byk w witrynie KSIĘGARNI? 23 KWIECIEŃ? Seriously?

Drodzy Państwo - mamy 23 KWIETNIA, dzień, który należy święcić, jak przykładny katolik niedzielę. I tego Wam życzę. Udanych łowów! ;)

środa, 22 kwietnia 2015

Załamka po całości.

Dwa hasła: jednolita i stałą cena książki i drogi alkohol sprzedawany w mniejszej ilości sklepów monopolowych. Dwa durne pomysły z ostatnich tygodni. Dwa powody do bycia wku...rzonym.

W przypadku pierwszego - OK, rozumiem chęć ratowania wydawnictw. Pytanie tylko, czy to nie będzie raczej gwóźdź do trumny dla tych mniejszych... Książki mające stałą cenę przez rok będą - jestem tego prawie pewna - leżały na półkach w magazynach/księgarniach/marketach, bo w regularnej cenie mało kto je kupi. Pomijam desperatów ;) Dyskusja na forum książkowym spowodowała, że w mojej głowie ułożyło się kilka wersji wydarzeń, które mogłyby mieć miejsce w niedalekiej przyszłości:

Wersja 1:
Księgarnie upadną. Biblioteki spłoną. Czytelnicy wyjdą na ulice! No dobra, żartuję.


PRAWDZIWA wersja 1:
Ludzie przez okrągły rok nie będą (prawie wcale) kupowali książek, bo będą woleli poczekać, aż po tym okresie ich cena nieco spadnie. Ale stres, jaki przeżyją przez te 12 miesięcy, skłoni ich do łykania antydepresantów. Punkt dla farmaceutów i producentów leków.

Wersja 2:
Ludzie będą kupowali książki po premierze, nie bacząc na ich cenę. Odbije się to na ich kontach, związkach i psychice. Skłoni ich to do łykania antydepresantów. Punkt dla farmaceutów i producentów leków.

Wersja 3:
Ludzie będą wypożyczali książki z bibliotek, które z racji braku odpowiedniego finansowania i zbyt małych zniżek nie będą w stanie kupować takiej ilości nowości, na jaką jest zapotrzebowanie. Co na to czytelnicy? Skłoni ich to do łykania antydepresantów. Punkt dla farmaceutów i producentów leków.

Wersja 4:
Pomysł nie przejdzie. Czytelnicy dopną swego. A posłowie? Skłoni ich to do łykania antydepresantów. Punkt dla farmaceutów i producentów leków.



Pomyślałam nawet, że jak już człowiek załamie się z powodu braku książek w normalnej (czytaj: niskiej, więc przystępnej*) cenie, nie będzie nawet miał za co się - za przeproszeniem - uchlać z rozpaczy. Bo alkohol podrożeje niemalże dwukrotnie. Skłoni nas to do łykania antydepresantów. Punkt dla farmaceutów i producentów leków. I dla UE.


Wyczuwam spisek! :D

OK, znowu żartowałam. Ale sami przyznajcie, że coś w tym jest. Wiem, że to normalne, że wszystko drożeje, ale...:

*Porównując ceny książek w Polsce i np. Wielkiej Brytanii - przy polskich i brytyjskich zarobkach - jesteśmy w czarnej dupie. Rozmawiałam wczoraj z koleżanką z Wielkiej Brytanii i stwierdziłyśmy, że 7 funtów za książkę tam, przy czym można je kupić w promocji za funta, a 35 złotych (w promocjach za dychę - na przykład) tutaj, to jednak "drobna" różnica. Nic dziwnego, że w Polsce kupuje się coraz mniej książek. Nie mylcie tego z czytaniem - czyta coraz więcej osób, to znowu jest trendy! :)

Z tego całego smutku i załamki mam ochotę na kieliszek wina. Ale wolę je zostawić w zanadrzu na jakąś okazję, bo nigdy nie wiadomo, kiedy nagle cena butelki mojego ulubionego, różowego winka wzrośnie dwu- albo i trzykrotnie...


Podobno ta cała akcja z alkoholem ma zapobiegać alkoholizmowi. Jaki z tego wniosek? Tak jak z fajkami - ludzie będą świrować. Skłoni ich to do łykania antydepresantów. Punkt dla farmaceutów i producentów leków.








[Wpis proszę traktować z przymrużeniem oka, dziś mam fazę - bez alko ;)]

wtorek, 14 kwietnia 2015

Literatura podróżnicza - czyli jak podróżować, nie ruszając się z domu ;)

Zawsze lubiłam podróżować. Poznawać nowe miejsca, ludzi... Potem, im byłam starsza - tym dalsze wyprawy odbywałam (patrz: jeden z pierwszych postów na blogu, ten o podróżach literackich). Poznawanie nowych kultur, krajów stało się dla mnie najlepszą rozrywką, na którą zawsze czekałam i czekać będę z utęsknieniem. Wiadomo, że finansowo wygląda to różnie, a sama nie byłam na wakacjach od czasu wyjazdu do Paryża w 2011 roku - pominąwszy pewien letni wieczór w Pradze, gdzie spontanicznie pojechaliśmy ze znajomymi, "bo w Zakopcu lało". Tak, podróże to też niespodzianki, każdy to wie.

A kiedy nie ma pieniędzy/czasu na podróż? 

Odpowiedź jest jasna. Bogu dzięki za literaturę podróżniczą! :) Od dziecka zaczytywałam się we wspomnieniach z odległych krajów, opowieściach z podróży po innych kontynentach. Kilka lat temu miłość do tej literatury narodziła się we mnie na nowo, nawet intensywniejsza niż kiedyś - bo już "liznęłam" trochę Europy.

Kiedyś uwielbiałam literaturę "górską". O Tatrach (bo blisko) i Himalajach (bo znajomi tam bywali) była najfajniejsza, niektóre pozycje czytało się jak niezły thriller. Największe chyba wrażenie wywarła na mnie (wydana w roku mojego urodzenia) książka "Na jednej linie" autorstwa znanej himalaistki Wandy Rutkiewicz. 

Źródło: Internet 
(bo do Rodziców mam za daleko i nie zrobię własnego zdjęcia ;))

Potem przyszła pora na typowe książki podróżnicze. Cała seria z "Iskier" - wszystkie tomy, jakie tylko były w domu - była dla mnie czymś wspaniałym. Teraz wydania te słabo nadają się do czytania - boję się, że rozlecą mi się w rękach... :( 


Taką kolekcję (u góry cztery książki gratis) mam skitraną u siebie w pokoju ;)

Przez całe lata zwiedzałam z Rodzicami Polskę, wyznając zasadę: "Cudze chwalicie, swojego nie znacie - to poznacie!". Od Wschodu po Zachód, od Południa po Północ. Wzdłuż i wszerz. Do tej pory nie widzieli mnie tylko na Mazurach - ale i to jest do narobienia. Muszę przyznać, że z takimi Rodzicami (taternicy, grotołazi a do tego książkoholicy) miałam naprawdę świetne dzieciństwo. Poznałam masę ciekawych osób - rodzinę zdobywcy Everestu, Andrzeja Czoka, który niestety już nie żyje, poznałam Janusza Baranka, zdobywcę m.in. Lhotse, z którym miałam przyjemność wspinać się na skałkach Jury Krakowsko-Częstochowskiej... Ach, wspomnienia mam cudowne! Tyle opowieści o górach z pierwszej (lub drugiej) ręki, tyle wrażeń! 

A potem dorosłam. 

Literatura górska odeszła w zapomnienie, tak jak planowane kupno nowego sprzętu do wspinaczki. Grzecznie skończyłam szkołę, studia... Odwiedziłam Ukrainę, Litwę, Niemcy (wymiana uczniów - polecam każdemu - jeśli Wam już się to nie uda, wysyłajcie na takie wymiany swoje dzieci - to świetna przygoda), Czechy, Tunezję (po maturze miałam przyjemność odbyć tam super wyprawę - na Saharę wybyliśmy na wielbłądach, zjeździłam też w kilka dni prawie cały ten piękny kraj i wcale nie było mi wstyd, że jestem tam turystką!), Francję, Wielką Brytanię, zahaczyłam też przejazdem o Belgię i Luksemburg. I na nowo sięgnęłam do literatury podróżniczej.



Do każdej z tych książek mam ochotę sięgać, kiedy za oknem leje albo kiedy po prostu mam ochotę na jakąś podróż. Powyższe książki napisali dziennikarze, osoby znane i lubiane/cenione. Pamiętam pierwszą lekturę książki Michaela Palina. To było takie wielkie WOW. Napisał jeszcze książkę o Himalajach, ale ta leży na półce u Rodziców ;) To świetny pomysł - wyruszyć w wyprawę śladem bohaterów znanej książki (podpowiedź: Verne). Jeszcze lepszy - opisać ją :) Cudownie mi się czytało również książkę Elizabeth Gilbert. Długo nie mogłam się do niej przekonać, wydawało mi się, że będzie ckliwa i infantylna. Jakże się myliłam! Zakochałam się w niej z miejsca. Duetu Mellerów nie muszę reklamować - do podróży po Gruzji na pewno mnie zachęcili. Kraśko, Wojciechowska i Pawlikowska - no comment. Klasa. Jarosław Kret - brakuje mi jego książki o Indiach, tę kupiłam z "Gaumardżos!" w pakiecie i nie żałuję :)

A kiedy kilka lat temu powstała seria "Bieguny" (o której na studiach moja M. pisała pracę licencjacką) - przepadłam. Po prostu PRZEPADŁAM. Teraz Carta Blanca podlega pod PWN, ale oferta w tej konkretnej serii jest niezmiennie bardzo ciekawa. Zaczęłam ją kolekcjonować od książki Jarka Sępka "W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu). Potem poszło już szybko i z górki ;)



Kupuję te książki z serii, które mnie najbardziej interesują - na szczęście w mojej taniej księgarni mają spory wybór :D Dziś dokupiłam książkę Anny Wojtachy (żałuję, że kiedy na mojej uczelni odbywało się spotkanie z nią - ja byłam w pracy...) oraz matki i córki - Claire i Mii Fontaine. I naprawdę diabelnie mnie do tej ostatniej ciągnie! 

Dlatego choć teraz "bida z nyndzą", podróżować mogę zawsze - w czasie lektury. Dałam się zaczarować tej serii i uważam ją za jedną z ciekawszych na rynku wydawniczym.


Moi drodzy - jeśli Wy też lubicie podróżować, pamiętajcie: palcem po mapie to też podróż, ale lepiej usiąść wygodnie, z nosem w książce podróżniczej i dać się porwać... A potem, w miarę możliwości - odwiedzać miejsca, o których czytamy. Wtedy jest to podwójnie przyjemne :)

niedziela, 12 kwietnia 2015

Biżuteria książkoholika (i kociary) :)

Jestem kobietą (wow, co za niespodzianka!) i książkoholikiem. Lubię biżuterię. Dwa dni temu otrzymałam przesyłkę od cudownej M., która w prezencie "z okazji wiosny" - zafundowała mi cudowne kolczyki :) Raz jeszcze Ci dziękuję! Przy okazji - zupełnie nieświadomie - podrzuciłaś mi pomysł na ten post :)

Postanowiłam sprawdzić, jak wygląda moja biżuteria książkoholika. Jak wiadomo, jak się kocha książki, z reguły kocha się też koty, więc podpięłam pod to również biżuterię kociary :) Oto moje "zbiory"...


SOWY


Pozłacany pierścionek z sówką ze Stambułu - od mojej M., niestety nie przeżył potyczki z (prawdopodobnie) Pocztą Polską. Dotarł do mnie połamany, bez możliwości sklejenia. Zostawiłam go sobie jednak na pamiątkę, bo jest przeuroczy :)

Pierścień - sowa. Genialny, ale za duży na moje chude palce. Mimo to - ciągle jest w kolekcji. Czasem wychodzi ze mnie chomik :) 

Kolczyki - sowy. Lubię jak sobie dyndają radośnie z moich uszu.

Pierścień - księga z sową na "okładce". Cudo z wyprzedaży w czasie likwidacji sklepu z biżuterią. Pleciona obrączka i otwierana księga (czasem się śmieję, że akurat zmieści się tam ketonal)... Mówiłam, że to cudo!

ZEGAREK


Szczęśliwi czasu nie liczą, ale temu zegarkowi nie mogłam się kiedyś oprzeć. Wiąże się z nim cała historyjka z Off Fashion, kiedy na pytanie o godzinę odpowiadałam: "kocia". Jest słodki, choć za szeroki na moje chude nadgarstki :)

NASZYJNIKI


I bransoletka w gratisie, z wygrawerowanym napisem "kocham czytać". 

Klucz przypomina mi ten do Tajemniczego Ogrodu. Albo do jakiejś bajkowej krainy. Wyobraźnia działa, dlatego znalazł się na zdjęciu :)

Sowy - kiedyś była nieco innego koloru ;) - nie muszę tłumaczyć. Nie znoszę takich świecidełek, a w tym przypadku... podobają mi się. 

Naszyjnik z kotem dostałam na zeszłoroczną Gwiazdkę. Do kompletu z kolczykami i pierścieniem ze zdjęcia "KOTY". 

Ostatni naszyjnik z kotami to również prezent. W jakiś sposób mnie rozczula :) 

VARIA


Zegarek już znacie. Zakładkę i brelok dostałam na urodziny od P. :* 

Pierścień kupiłam wieki temu, kojarzy mi się z angielskimi ogrodami, Jane Austen/siostrami Bronte i starocią. Swoje przeszedł, po latach też już nie wygląda tak, jak w dniu kupna.

No i kolczyki - prezent z początku wpisu. Na końcu będzie zbliżenie ;)

KOTY


Kolczyki - koty (te białe wielkie sztyfty). I pierścień gwiazdkowy. 

Czarne koty dyndające (to brzmi trochę jak rasa :P) - kojarzą mi się z wiedźmą. No cóż, od dekady mieszkam w Kielcach, więc skojarzenie pewnie trafne :D

Kolczyki - łapki i koty... Gdzieś zapodziałam ości rybki do kompletu :) Kiedyś moje ulubione.

Srebrne kotki od Mamusi...

I "pozłacane" (zwał jak zwał) koty polujące na myszy - kolczyki z wystawy kotów. Kocham.


Na koniec...


Moje nowe kolczyki książkoholiczki <3 


I zbliżenie ze strony internetowej :)

Źródło: Internet


A Wy macie jakąś biżuterię, którą można podpiąć pod biżuterię książkoholika? Albo tatuaże (sama planuję na trzydzieste urodziny zrobić sobie taki właśnie prezent)? Gadżetów i ubrań nie liczę, bo to na pewno macie ;) Ale też się pochwalcie! Bo mnie ciekawość zżera :)


A tak na marginesie...

Dostałam się na kolejną edycję Blogotoku! Kogo z Was tam spotkam? :)